
Nieznaczny dochód osiągała ludność wybrzeża z pracy w lesie, przy umacnianiu wydm i zbieraniu trawy morskiej.
dochodu na własnym świątyniach o jego obfi „dóbr”, nazywali złote konstrukcyjne statków.
Oryginalną metodą zarobkowania było zbieranie brzegowych bit czyli przedmiotów wyrzucanych przez fale na morski brzeg. Pochodziły one najczęściej z wraków statków, które rozbiły się w pobliskich mieliznach. Zdradliwe prądy i nieoczekiwane sztormy w okolicach Władysławowa, czy niezauważalne, szczególnie we mgle i nocą, wygięcie końcówki kosy helskiej, powodowały liczne wypadki i katastrofy. Pomimo licznych zakazów mieszkańcy nadbrzeżnych wiosek korzystali ze zwyczajowego przywileju, zbierając dobytek nieszczęsnych żeglarzy. Rybacy nigdy nie byli poddanymi, uważali się za ludzi wolnych, nigdy im jednak nie zbywało na dostatku.
Na brzegu, zwłaszcza po sztormach, szukano także bursztynu, który sprzedawano lub wykorzystywano do sporządzenia zdrowotnych nalewek. Najskuteczniejszym
sposobem jego zbierania było przesiewanie wzburzonych fal morskich specjalnymi, szerokimi siatkami, co wykonywano stojąc po kolana w wodzie, która unosiła lekki jantar. Do dziś, wczesnym rankiem, w dni wolne od połowów, spotkać można na brzegu starszych rybaków przeglądających, bardziej z przyzwyczajenia niż dla zarobku, naniesiony przez morze materia! {proch), szukając bit.
Obowiązkiem mieszkańców nadmorskich osiedli było ratowanie załóg ze statków uwięzionych na przybrzeżnych mieliznach. Czynili to z ogromnym poświęceniem, rozumiejąc, że i oni mogą kiedyś takiej pomocy potrzebować. Dlatego, zorganizowani w specjalne grupy ratownicze, do których przynależność była honorowym obowiązkiem, ćwiczyli umiejętność sprawnej ewakuacji rozbitków z tonących statków. Śladem tej działalności są zlokalizowane w pobliżu brzegu stacje ratownictwa {retensbudy, retny mól), w których przechowywano niezbędny do niesienia pomocy sprzęt. Budynki takie zachowały się do dziś w Jastarni, Karwi, Władysławowo.